Portal Informacje UE we Wrocławiu

Profesor Ewa Konarzewska-Gubała uhonorowana medalem "Zasłużony dla Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu”

Data opublikowania: 15.03.2018 | aktualizacja: 20.03.2018

Senat na posiedzeniu 25 maja 2017 r. przyznał prof. Ewie Konarzewskiej-Gubale honorowe odznaczenie „Zasłużony dla Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu”.
Przyznany medal jest formą podziękowania akademickiej społeczności naszej Uczelni za wieloletnie, ogromne zaangażowanie w działalność na rzecz rozwoju i promocji międzynarodowej Uniwersytetu Ekonomi- -cznego we Wrocławiu.
JM Rektor prof. Andrzej Kaleta wręczył medal prof. Ewie Konarzewskiej-Gubale 8 marca 2018 r. podczas Święta Uczelni.
Profesor Ewa Konarzewska-Gubała – w latach 1993-2016 dyrektor Programu MBA, który wykreowała na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu opowiada o projekcie – niezwykle dla niej ważnym, w zawodowym i osobistym wymiarze. Po 24 latach kierowania programem przekazała opiekę nad nim prof. Marzenie Stor.

Pani Profesor przez 24 lata – od początku – pełniła funkcję dyrektora studiów Executive MBA. Co było inspiracją do ich stworzenia?
Wszystko zaczęło się w Kanadzie, „ulubionym kraju świata”, jak zatytułowała swoją książkę Katarzyna Wężyk (Agora 2017). Byłam jedną z sześciu osób ze środowiska uczelni ekonomicznych w Polsce, które uzyskały stypendium naukowe i dydaktyczne rządu Kanady, na Uniwersytecie UQAM w Montrealu (Université du Québec à Montreal). Był to rok 1991 – rządy państw zachodnich starały się wspierać edukację biznesową w krajach postkomunistycznych. Naszej grupie akademickiej towarzyszyła grupa biznesmenów z Rumunii.
Przyjęła nas uczelnia francuskojęzyczna, a fakt naszego pobytu odnotowała prasa lokalna artykułem zatytułowanym 13 osób z Europy Wschodniej studiuje kapitalizm. Cały program stypendialny trwał 8 miesięcy, a pierwsza jego część miała charakter intensywnego szkolenia dydaktycznego. Właśnie wtedy miałam możliwość uczestniczenia w skondensowanej formule kursu MBA, przygotowanego specjalnie dla nas. Musieliśmy przejść i zaliczyć cały proces studiowania, z egzaminami, wykonaniem projektów, udziałem w grze symulacyjnej, która nota bene jest wykorzystywana do dzisiaj w programie MBA na naszej uczelni. Należy podkreślić, że Kanadyjczycy zgodzili się przekazać nam w ramach pomocy licencję. Przybyli nawet do Polski, by przygotować szkolenie dla osób zainteresowanych prowadzeniem tej gry symulacyjnej w ramach programów MBA.
Program, metody, sposób realizacji tamtych zajęć były inspiracją i wzorcem do zaimplementowania formuły tych studiów na wrocławskim, uczelnianym gruncie. Jeszcze będąc na stypendium w Montrealu, zdecydowałam się, by taki nowy program stworzyć. Odwiedzałam w tym celu inne uczelnie w Montrealu, francusko- i angielskojęzyczne, zapoznając się z ofertami studiów MBA. Po powrocie do Polski, w kwietniu 1992 roku, zajęłam się przygotowaniem autorskiego programu magisterskich studiów menedżerskich, wzorując się na programach typu Executive MBA realizowanych w trzech uczelniach montrealskich: McGill University, École des Hautes Etudes Commerciales i Université du Québec a Montreal.

Jak Pani pomysł przyjęła uczelnia?
Mój pomysł bardzo spodobał się ówczesnemu dziekanowi Wydziału Zarządzania i Informatyki, prof. Andrzejowi Gospodarowiczowi. Tym bardziej, że dziekan wiedział już o projekcie stworzenia na Uniwersytecie Warszawskim magisterskich studiów menedżerskich i planował podobne przedsięwzięcie zrealizować u nas. Moja koncepcja była więc zbieżna z planami dziekana. Zaczęłam kompletować „drużynę”. Zaprosiłam do projektu, m.in. prof. Andrzeja Kardasza, prof. Mieczysława Przybyłę, prof. Andrzeja Małachowskiego. Profesor Andrzej Kardasz był niezastąpiony w sprawach finansowych, w budowaniu kosztorysów, w kalkulowaniu opłacalności realizacji takich studiów przy założeniu ich samofinansowania. Świetna była współpraca z kwestor Lubomirą Bodak.
Jakie były największe trudności do pokonania, jakie działania dawały satysfakcję?
Najtrudniej było przekonać współpracowników macierzystego Wydziału do nowego projektu dydaktycznego. Zarzucano mi, że cykl kształcenia magistra wymaga 5 lat studiów, tak, więc dwuletnie studia magisterskie, w przypadku kandydatów –absolwentów kierunków innych niż ekonomiczne – nie są w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu wiedzy absolwenta. Tłumaczyłam, więc, że przyjmować będziemy absolwentów studiów magisterskich pragnących posiąść lub poszerzyć wiedzę z zakresu ekonomii i zarzadzania, mających już za sobą co najmniej kilkuletni staż zawodowy.
Mieliśmy poparcie prorektora ds. współpracy z zagranicą prof. Andrzeja Baborskiego, natomiast rektor prof. Józef Kaleta miał wątpliwości, uważając pryncypialnie, że studia nie powinny być płatne. Jednak Rada Wydziału Zarządzania i Informatyki ostatecznie zaakceptowała nasz projekt. Proces rekrutacji uruchomiliśmy w 1993 r. czekając, jakie będzie zainteresowanie. Udało się, wyselekcjonowaliśmy ponad 50 kandydatów. Przyszli do nas absolwenci po studiach humanistycznych, sportowych, politechnicznych, medycznych, a nawet artystycznych. Z każdą osobą przeprowadzaliśmy indywidualny wywiad, chcąc ocenić motywacje, predyspozycje, a przede wszystkim doświadczenie menedżerskie kandydata. I edycję studiów ukończyło 40 osób, wśród nich m.in. obecny premier Mateusz Morawiecki oraz dr hab. Edward Wiszniowski z Instytutu Rachunkowości.

Do udziału w programie zaprosiliśmy pracowników naszej uczelni. Filarami byli profesorowie: Bożena Klimczak, Grażyna Światowy, Krzysztof Jajuga, Rafał Krupski. Wyzwaniem było umiędzynarodowienie programu. Już w pierwszej edycji powstała grupa studencka, dla której prowadziliśmy zajęcia w języku angielskim. Pozyskaliśmy opiekę stypendysty Fulbrighta – prof. Timothy Opielę, amerykańskiego specjalistę z zakresu finansów i bankowości.
W 1994 r. rywalizowałam z prof. Krzysztofem Jajugą o stanowisko prorektora ds. współpracy z zagranicą. Niewielką liczbą głosów przewagi, głównie studenckich, wybrano prof. Jajugę, który zawsze był gwiazdą dydaktyki. Ten fakt nie zmienił naszych relacji, a nawet współpraca zacieśniła się, wspólnie zdecydowaliśmy, że należy uruchomić opcję międzynarodową programu MBA. Nawiązaliśmy współpracę z uczelniami we Francji, Belgii i Irlandii (EUROMED Marseille École de Management, Hasselt University i University of Limerick). Uważaliśmy, że europejski model programu executive (dla osób pracujących) jest nam bliższy. Przedsięwzięcie było ogromne, został uruchomiony projekt europejski Tempus, od 1995 roku rozpoczęły się systematyczne zajęcia z wykładowcami z partnerskich uczelni. Niektórzy z nich, jak prof. Catherine Lions i prof. Diarmuid Bradley są obecni po dziś dzień. Kiedy zaczęły powstawać pierwsze prace magisterskie okazało się, że są niezwykle wartościowe. Pierwsze obrony odbyły się w 1995 r. W pierwszych edycjach największym zainteresowaniem słuchaczy cieszyła się tematyka marketingowa i finansowa, później z bankowości i ubezpieczeń, a obecnie kapitał ludzki, motywowanie, wywieranie wpływu społecznego oraz budowanie wizji i strategii przedsiębiorstwa.
2017-02-05_dyplomy_mba_(471)
Uroczystość wręczenia dyplomów MBA (3 marca 2017)

Te prestiżowe studia wciąż cieszą się ogromną popularnością. Dlaczego tak się dzieje? Jakie osoby decydują się na studia MBA?

To prawda, studia MBA cieszą się niesłabnącym prestiżem w świecie, czego dowodem jest rosnąca liczba absolwentów tych studiów. Prestiż dyplomu MBA wynika z wysokich wymagań stawianych słuchaczom i wykładowcom oraz silnego powiązania z praktyką. Doceniają to pracodawcy, także w naszym kraju. Dlatego kolejne edycje naszego programu przyciągały wielu kandydatów. W ósmej lub dziewiątej edycji mieliśmy aż 180 zgłoszeń. Procedura przyjęcia i selekcji była niezmienna, z każdym prowadziliśmy rozmowę. Założyliśmy, że rocznie przyjmujemy 80 osób (tworzyliśmy cztery grupy, w tym jedną, a następnie dwie anglojęzyczne). Naszym celem zawsze było trzymanie wysokiego standardu jakościowego tych studiów.
W pierwszych edycjach głównie uczestniczyli absolwenci politechnik, zajmujący kierownicze stanowiska w organizacjach. Przychodzili po konkretną ekonomiczną wiedzę, głównie z zakresu finansów. Od 11 edycji zauważyliśmy pewną prawidłowość – zaczęli pojawiać się absolwenci naszej uczelni. Ich celem było pogłębienie wiedzy, uzupełnienie o nowe umiejętności, poszerzenie terminologii anglojęzycznej i poznanie innych osób ze środowiska biznesowego. A także uzyskanie liczącego się na rynku pracy dyplomu. Naszymi słuchaczami są w większości absolwenci uczelni krajowych, pracujący w firmach globalnych. Mamy studentów nie tylko z Dolnego Śląska, również z Wielkopolski, Górnego Śląska, a także z Londynu, Monachium i Limerick. Z roku na rok zwiększa się grupa cudzoziemców, Wrocław staje się atrakcyjnym miejscem pracy i życia.

Jest Pani Profesor promotorem tysięcznego absolwenta, ilu absolwentów obroniło prace magisterskie pod Pani kierunkiem? Jak rozwijają się kariery Pani uczniów?
Nie jestem promotorem prac największej grupy słuchaczy, moi absolwenci to  grupa siedemdziesięciu osób. „Rekordzistką” w tym względzie jest prof. Wanda Kopertyńska, która wypromowała blisko dwustu magistrów. Ale rzeczywiście, podczas ubiegłorocznej uroczystości wręczenia dyplomów tych studiów mój magistrant odebrał dyplom z tysięcznym numerem. Cieszą mnie kariery moich dyplomantów, jak np. Marek Orzechowski – jest uznanym menedżerem w Niemczech, a Mina Shalaby w Wielkiej Brytanii. Karol Szewczyk – zainspirowany tematyką zajęć z zarządzania jakością, przeprowadził firmę, w której pełnił funkcję pełnomocnika jakości, przez całą procedurę oceny konkursowej. W jej wyniku firma ta otrzymała Dolnośląską Nagrodę Jakości, a on sam w roku 2016 został laureatem Polskiej Nagrody Jakości w kategorii ”znakomity pełnomocnik”. Teraz korzystamy z jego doświadczenia i dorobku, zapraszając na wykłady dla naszych obecnych słuchaczy. Także inny mój magistrant, Piotr Stecki, najlepszy absolwent 13 edycji, specjalista zarządzania projektami, od wielu lat jest naszym wykładowcą. Wpisujemy się w ten sposób w oczekiwania słuchaczy, podkreślających potrzebę kontaktów z praktykami, wykładowcami z doświadczeniem zawodowym.
 
Czym na tle innych uczelni proponujących program MBA wyróżnia się nasza uczelnia?
Byliśmy nie tylko jednym z pierwszych programów MBA w Polsce, ale faktycznie prekursorami obecnego systemu edukacji wyższej, wprowadzonego pod nazwą systemu Bolońskiego. Niewątpliwie naszym atutem jest fakt, że daje on pełną kwalifikację na poziomie magisterskim, podczas gdy większość programów MBA w Polsce realizowanych jest w formule studiów podyplomowych.
Bardzo długo byliśmy jedynym programem MBA na edukacyjnym rynku wrocławskim, wśród około 40 programów prowadzonych w Polsce. Nasz program Executive MBA ma charakter ogólny, w toku studiów słuchacze poznają wszystkie obszary funkcjonalne firmy, zintegrowaną wizję przedsiębiorstwa w gospodarce wolnorynkowej. Kładziemy nacisk na otoczenie makroekonomiczne i prawne biznesu. Obecnie, także absolwent po studiach inżynierskich czy licencjackich może podjąć studia w naszym Programie MBA (oczywiście zachowaliśmy warunek, co najmniej trzyletniego stażu zawodowego). Jesteśmy elastyczni, umożliwiamy bowiem studiowanie wybranych elementów programu w ramach specjalnie dedykowanych modułów. Oferujemy bogaty zestaw wykładów do wyboru. Zapraszamy również naszych absolwentów do udziału w procesie edukacji.
To dla mnie wielka satysfakcja, gdy absolwenci dziękując mówią mi, że studia zmieniły ich życie. Z ankiet, statystyk z opinii końcowych wynika, że 40 i więcej procent osób awansowało po uzyskaniu dyplomów Programu MBA naszej uczelni. Cennym dowodem, że nie marnujemy czasu, robimy pożyteczne studia są rekomendacje rodzinne, koleżeńskie.
Naszymi słuchaczami, a następnie absolwentami są osoby pełniące funkcje kierownicze, działające w zarządach wielu znanych firm, np. KGHM, Skanska, Bosch, Volvo, Bank Zachodni WBK. Długo można wymieniać.
Wreszcie, wyróżnia nas wysoka pozycja w ratingu programów MBA, przeprowadzanym od 2006 roku, systematycznie, co dwa lata, przez Stowarzyszenie Edukacji Menedżerskiej FORUM, członka EQUAL, ogólnoeuropejskiego systemu akredytacji szkół biznesu pod egidą EFMD. W roku 2012, a następnie 2014 i 2016 nasz program uzyskał ocenę „klasa profesjonalna plus”. Wcześniej, w latach 2006, 2008 i 2010 był zaliczany do klasy profesjonalnej

Czuje Pani niepokój związany z dalszym losem Pani „dziecka akademickiego”?2017_03_05_dyplomy_mba__153_
Nie ma idealnych produktów dydaktycznych. Wsłuchiwanie się w opinie słuchaczy było zawsze ważnym elementem tych studiów i miało wpływ na dokonywanie zmian programowych, czasami personalnych. Oczywiście każda praca może być doskonalona i mam nadzieję, że ten program będzie ulepszany w sposób ewolucyjny. Mam świadomość jego mocnych stron. Pani dziekan, prof. Ewa Stańczyk-Hugiet powołała Radę Dydaktyczną Programu MBA, której jestem honorowym członkiem. Będę więc mogła – jeśli będzie taka potrzeba – wspierać prof. Marzenę Stor, obecną dyrektor Programu MBA, swoim doświadczeniem. Jestem wdzięczna, że przez wszystkie lata mojego dyrektorowania uczelnia obdarzała mnie dużym zaufaniem. Mogłam samodzielnie podejmować decyzje, np. przy wyjątkowych, indywidualnych sytuacjach, elastycznie modyfikując regulamin z korzyścią dla studenta, przy zachowaniu jednak wysokiego standardu studiów. Uważam, że to była dobra formuła i tę wolność warto zachować. Uczę na zajęciach z badań operacyjnych, że nakładając kolejne ograniczenia na pewno nie poprawi się rozwiązania, natomiast usuwając je można liczyć na korzystniejsze wyniki. Taka zasada sprawdza się w każdej dziedzinie życia – nie tylko w teorii modelu programowania matematycznego.
Jestem dumna, że od tylu lat, bez przerwy, z powodzeniem prowadzimy te studia i chciałabym się cieszyć w dalszym ciągu ich rozwojem, popularnością oraz karierami absolwentów, których dokonania powinny ulepszać naszą rzeczywistość.

***

Rozmowa z prof. Ewą Konarzewską-Gubała – niezaprzeczalnym ekspertem w zakresie badań operacyjnych, wielokryterialnej analizy decyzji, teorii i zastosowań programowania matematycznego czy ekonomiki jakości, a także wieloletnią dyrektor studiów MBA na naszej uczelni, podczas której ujawnia, że także świat pas marché, port de bras, tour lent nie ma przed nią tajemnic.

Ewo, pokaż dystrybuantę


Miejsce Pani urodzenia to Wrocław, miasto, które stało się domem dla wielu rodzin z innych części Polski. Jak Pani rodzice odnaleźli się w tym powojennym Wrocławiu? Jaka była Pani droga do teatru pantomimy?
Moi rodzice przybyli do Wrocławia z Warszawy w grudniu 1945 r. Mama była w ostatnim miesiącu ciąży, a jednak zdecydowali się przyjechać właśnie tutaj – z zamiarem szybkiego dorobienia się i z myślą powrotu do stolicy. Tato był specjalistą od oświetlenia sceny, przed wojną pracował w kabaretach i teatrach Warszawy. Miał wielu znajomych w tym artystycznym środowisku. Moim ojcem chrzestnym był Zygmunt Patkowski – baletmistrz w operze wrocławskiej, późniejszy choreograf opery w Poznaniu. Jego żona natomiast prowadziła ognisko baletowe, a życzeniem mojego ojca było bym uczęszczała na jej zajęcia. Tańczenie i występy na scenie bardzo mi się spodobały, ale szybko okazało się, że jestem słabego zdrowia, więc kariery baletowej mi nie wróżono. Tato pracował w Wytwórni Filmów Fabularnych, odwiedzali nas aktorzy, ludzie filmu, muzycy. Tak, więc ciągle byłam blisko artystycznego świata i połknęłam bakcyla sztuki. Jako dziecko statystowałam w filmach kręconych w WFF we Wrocławiu, m.in. w filmie Irena do domu.
Już będąc na studiach zareagowałam na ogłoszenie o rekrutacji do teatru studenckiego pantomimy „Gest”. W latach sześćdziesiątych wrocławska pantomima Henryka Tomaszewskiego była flagową formą artystyczną Wrocławia. Ćwiczenia i przygotowania naszego zespołu skupiały się wokół plastyki ciała, tańca klasycznego oraz podstawowych ćwiczeń pantomimicznych. Byliśmy teatrem liczącym się w kraju, mieliśmy też zagraniczne sukcesy, m.in. w roku 1967 zostaliśmy laureatem międzynarodowego festiwalu teatrów studenckich w Nancy, doceniono nasz – zawierający aluzję polityczną – spektakl zatytułowany Dokąd. To był wspaniały czas; uczestnicząc w próbach w klubie studenckim Pałacyk, występując na scenie, w kraju i zagranicą, przełamywałam nieśmiałość, ale przede wszystkim rozwijałam swoją świadomość, poznawałam inne realia społeczne, gospodarcze. Spotykaliśmy się z Polonią w Londynie, poznawaliśmy literaturę zakazaną w kraju. Przemycaliśmy też, mimo obecności „opiekuna”, egzemplarze wydawnictwa paryskiej Kultury, ukrywając je w wysokich cholewkach zimowych butów.
Marzec 1968 r. zastał nas w Londynie. Pamiętam tę sytuację, kiedy do garderoby ktoś przyniósł gazetę z tytułem  Polish Police fights students/ Polska policja bije studentów. Byliśmy przerażeni przyszłością.

Kto miał wpływ na decyzję o wyborze naukowej ścieżki zawodowej?

Pozostanie na uczelni było moją autonomiczną decyzją, a jej źródła odnajduję jeszcze w czasach szkolnych. Uczęszczałam do Liceum Ogólnokształcącego nr 2, w mojej klasie uczyły się dzieci profesorów, naukowców jeszcze z przedwojennego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Przyjaźniliśmy się, odwiedzaliśmy w domach. Lubiłam się uczyć i podobała mi się praca tych intelektualistów. Dlatego po studiach, mimo intratnej propozycji pracy w Warszawie, zdecydowałam się zostać na uczelni, oczarowana podczas studiów osobowościami prof. Stanisławy Bartosiewicz i prof. Władysława Bukietyńskiego. Trafiłam do Katedry Statystyki. Rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzał prof. Zdzisław Hellwig i trochę mnie zniechęcał do pracy naukowca. Byłam jednak zdeterminowana, by pracować w wymarzonym zawodzie. Nigdy się nie rozczarowałam – ponownie podjęłabym taką samą decyzję. Wybór naukowego profilu również zawdzięczam sobie. Zaciekawił mnie problem decyzji w warunkach wielorakości celów, tzn. jak wybierać, by mieć osiągnięcia w wielu dziedzinach, osiągać kilka celów jednocześnie. Programowanie liniowe, które poznałam poszukuje ekstremum jednej funkcji kryterium, np. rozwiązania dającego maksymalny zysk firmy, mając do wyboru warianty działania. Zaczęłam się zastanawiać nad zadaniem z wieloma funkcjami celu. Prof. Hellwig doradził mi wtedy przeczytanie artykułu prof. Ireneusza Nykowskiego. I tak zaczęła się moja pasja do polioptymalizacji, czyli poszukiwania decyzji optymalnej z punktu widzenia więcej niż jednego celu, często celów konkurencyjnych. W teorii takie rozwiązania nazywa się utopijnymi. W praktyce są wynikiem kompromisu, ale sztuką jest i przedmiotem nauki zdefiniowanie optymalnego kompromisu.
Atmosfera w Katedrze Badań Operacyjnych była wspaniała, twórcza naukowo i intelektualnie. Dyskutowaliśmy  na tematy artystyczne, społeczne, filozoficzne, polityczne. Profesor Bukietyński był znakomitym znawcą kultury, był osobą błyskotliwą, dowcipną, o niezwykłych talentach – np. śpiewaliśmy pieśni Włodzimierza Wysockiego w oryginale, a moje umiejętności pantomimiczne  wykorzystywał w żartobliwej formie. Podczas spotkań np. na konferencji prosił: Ewo, pokaż dystrybuantę. A ja wtedy całą ręką wykonywałam falujący ruch przypominający kształt krzywej.
Jakie jest pani życiowe credo?
Staram się w życiu stosować zasadę, jaką ojciec wpisał mi w pamiętniku. Brzmi ona: „Ciesz się z każdego dnia, jakby był pierwszym, a korzystaj z niego, jakby był ostatnim”. To dobra rada.

 
WydrukujWyślij do znajomego

Piąta kolumna



zamknij
Nasza strona korzysta z plików cookies. Zachowamy na Twoim komputerze plik cookie, który umożliwi zbieranie podstawowych informacji o Twojej wizycie.
Przeczytaj jak wyłączyć pliki cookiesRozumiem